Szanowni Czytelnicy,
Wygląda na to, że moja ponad dwuletnia wyprawa w świat spisków i konspiracji dobiegła końca. Moje milczenie było podyktowane tym, że musiałem sobie poukładać i przemyśleć pewne sprawy, a także spróbować spojrzeć na świat od nieco innej strony.
Sygnały wskazujące na to, że za bardzo "odjechałem" od rzeczywistości zaczęły pojawiać się już jakiś czas temu. W trakcie wspomnianej przez jednego z czytelników dyskusji na portalu racjonalistów zdałem sobie sprawę, że sam również padłem ofiarą propagandy - w tym wypadku była to kwestia samobójstw rolników w Indiach. Druga dyskusja w innym miejscu uświadomiła mi, że rosyjskie źródła przekazując informacje na temat konfliktu w Gruzji również umiejętnie mną manipulowały (chodzi konkretnie o liczbę ofiar w stolicy Osetii). W kwestii globalnego ocieplenia polegałem na swojej wiedzy wyniesionej z wykładów, która okazała się być już nieaktualna.
Owszem, we wszystkich wypadkach miałem trochę racji. Racjonaliści w swoim zapamiętaniu zrewidowali historię i wydziedziczyli Pusztaia, posuwając się do kłamstw. To było przykre i bardzo podkopało ich stanowisko - okazali się tak samo nieuczciwi jak ich oponenci. Konflikt w Osetii ewidentnie wybuchł w momencie, w którym Gruzini zaatakowali kontyngent sił rozjemczych, a proponowane rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia w postaci kredytów węglowych krytykuje nawet sam "guru" teorii AGW - James Hansen.
Nie zmienia to jednak faktu, że powoli zaczęło do mnie docierać, że stałem się "użytecznym idiotą" i często propaguję interesy grup, z których istnienia czasem nie zdaję sobie nawet sprawy. Czytelnicy newslettera Red Pill (wyszły tylko 4 numery) pamiętają też zapewne kwestię Kevina Trudeau. Świadomość tego, że bywam naiwną marionetką w rozgrywkach marketingowo-PRowych nieco mnie ostudziła.
Punktem zwrotnym była dość żywa dyskusja na jednym z blogów (i nie był to portal racjonalistów), która sprowokowała mnie do wycieczki w świat sceptyków i przyjrzenia się z drugiej strony większości kwestii poruszanych na Czerwonej Pigułce. Dla sporej części tematów okazało się to bezlitosne.
Po głębszym zastanowieniu i przyjrzeniu się innym źródłom, pragnę na koniec skorygować swoje błędy.
Niniejszym odwołuję całkowicie i uznaję za szkodliwe:
- wpisy o tym, że polio spowodowane jest przez toksyny, a nie przez wirusy,
- teorię "rak jest grzybem" dra Simonciniego,
- wpisy o sczepieniach z wyjątkiem ostrzeżeń przed szczepieniami przeciwko HPV oraz analizie serologicznej.
Wpis o HPV jest w pewnym stopniu dezinformacją i jest niekompletny. Tym niemniej swoje wątpliwości podtrzymuję ze względu na to, że miałem w swojej pracy dość bliską styczność z materiałami produkowanymi przez jedną z dużych korporacji. Ponieważ w tym temacie dostałem jakiś czas temu od byłego pracodawcy pisemko "cease and desist" i nie uśmiecha mi się ganianie po sądach, nie mogę więcej napisać. Zaznaczam jednocześnie jednak, że sprawa dotyczy tylko i wyłącznie tej kwestii.
Analiza serologiczna (wpis pt. Pewien gruby błąd producentów szczepionek) jest również pewną ciekawostką, zwłaszcza że jakiś czas temu natknałem się też przypadkowo na kolejne badania, tym razem z Finlandii, gdzie populacja nie posiadała przeciwciał we krwi, a jednak była odporna. Ponieważ jednak na temacie nie znam się prawie wcale, podaję to jako ciekawostkę, a nie jako coś, co ma obalić jakiekolwiek teorie.
Jeśli chodzi o szczepienia dziecięce, to moje stanowisko zmieniło się prawie całkowicie między innymi po obejrzeniu danych z Rosji z początku lat 90., kiedy to brak funduszy na szczepienia spowodował gwałtowny nawrót dyfterytu oraz z epidemii odry w Anglii po strachu spowodowanym stwierdzeniem Andrew Wakefielda, że szczepionka MMR podobno powoduje autyzm (w świetle obecnych badań nie wierzę w to - zobaczymy co pokaże prof. Majewska, ale mamy też inne polskie badania na grupach równolegle nie szczepionych, szczepionych pojedynczymi szczepionkami i szczepionych MMR). Zresztą czytelnicy mogą pamiętać moje próby oszacowania ryzyka szczepionki przeciwko ospie - musiałem się bardzo nagimnastykować, jak już odkryłem swój błąd w obliczeniach, żeby znaleźć argumenty przeciwko.
Swoje dziecko zaszczepiłem szczepionką sześciowalentną, stwierdziwszy "co ma być, to będzie". Na razie maleństwo toleruje ją bardzo dobrze.
Jest sporo kwestii, co do których cały czas mam sporo wątpliwości. Na przykład zamach z 9/11 - wiele argumentów przemawia za tym, że jednak budynki zawaliły się od uderzenia samolotów i oficjalna wersja przebiegu wydarzeń jest dość zgodna z prawdą. Niemniej jednak kapitalizacja nastąpiła natychmiast i pozostają jak dla mnie wciąż niewyjaśnione "drobiazgi" takie jak trzykrotna (sic!) odmowa przyjęcia oferty Talibów postawienia bin Ladena pod sąd międzynarodowy, wcześniejsze przygotowania do inwazji na Afganistan, czy zeznania sekretarza transportu Normana Minety albo Barry'ego Jenningsa. O ile teoria MIHOP (made it happen on purpose) dla mnie ma w tej chwili prawie zerowe prawdopodobieństwo, to LIHOP (let it happen on purpose) niestety nie.
Gobalne ocieplenie spowodowane przez człowieka - z ociąganiem przyznam, że faktycznie możemy mieć większy wpływ na klimat, niż sądziłem, chociaż proponowane rozwiązania z gatunku "cap and trade" to coś, co po angielsku nazywa się "shell game", czyli po prostu zwykły przekręt i próba stworzenia nowego rynku do obrotu gigantycznymi kwotami. Ostatni wyciek listów czołowych proponentów AGW pokazuje, iż nie wszystko było tak różowe, jak to przedstawiała propaganda, zabrakło jednak definitywnego dowodu na oszustwo. Próby rozdmuchania tej sprawy przez oponentów były natomiast bardzo, bardzo żałosne.
GMO - potencjał tej technologii jest duży i jeśli zostanie ona wykorzystana w dobry sposób, to może być faktycznie następnym krokiem w rozwoju rolnictwa. Natomiast cała otoczka prawna (kontrakty na zakup nasion) oraz próby "sprzedania" tematu jako super-bezpiecznego leku na całe zło to rzeczy dość niepokojące, nie mówiąc już o dziwnych sposobach na odsuwanie krytyków od głosu.
Big pharma - dużo dobrego dzięki lekom, ale też i dużo przekrętów i prób zbicia jak najwięcej kasy, oszustwa medyczne, oszustwa marketingowe, "ghost-writing" (pisanie artykułów naukowych przez koncerny i wynajmowanie znanych nazwisk) i wiele innych niezbyt etycznych działań. Ewidentnie apokaliptyczne przewidywania co do szczepień przeciwko A/H1N1 się nie sprawdziły, więc tutaj odpuszczam całkowicie. Nie odpuszczam jednak temu, że stosuje się zagrania poniżej pasa i przez sprytne działania marketingowe próbuje manipulować nauką.
Czy to oznacza, że spiski nie istnieją i że wszyscy (a szczególnie politycy) mówią nam prawdę? Nie, oczywiście że nie. Czy nie istnieją ludzie pragnący władzy nad światem? Oczywiście, że istnieją. Co więcej, na pewno częśc z nich dysponuje środkami i kontaktami mogącymi im to w ten, czy inny sposób umożliwić. Zarówno politycy, jak i różnej maści "szare eminencje" są przede wszystkim ludźmi i mają swoje ułomności. Jedną z nich może być uzależnienie od władzy, inną osobista wendetta (Brzeziński i Rosja). Fraza "New World Order" wydaje się być dość chwytliwa w światku polityków (przypomnijmy ostatnio Gordona Browna, czy chociażby Saakaszwilego), ale zaczynam się zastanawiać, ile osób tak naprawdę wie, o co w niej chodzi, oraz na ile jest to tylko slogan, a na ile kryje się za tym jakaś większa idea. Oczywiście, zawsze pozostają książki Quigleya (m.in. mentora Clintona), których jakoś nie widziałem w poruszanych przez sceptyków tematach.
Bynajmniej nie odwołuję tego, co pisałem o Obamie - cały czas uważam, że jest marionetką Wall Street i sprytną kreacją polityczno/korporacyjnego PR. Ale z drugiej strony - jaki prezydent nie jest? Zapewne można policzyć ich na palcach. Nie zmienia to faktu, że został bardzo dobrze sprzedany szerokiej publice, stał się w pewien sposób symbolem. Szkoda tylko, że do tego symbolu nie jest w stanie dorosnąć.
Totalitarny trend zmierzający do całkowitej inwigilacji jest wszechobecny i niestety bardzo realny. O ile dowód biometryczny to tak naprawdę betka (jeśli informacje takie jak odciski palców nie będą magazynowane w punktach kontroli, a dowód będzie miał jedynie potwierdzić tożsamość, co jest jak najbardziej do zrobienia), to już zautomatyzowane śledzenie zachowań na podstawie obrazów z kamer CCTV jest dość niefajne. I całkowicie nie zgadzam się z poglądem, że jak ktoś ma coś do ukrycia, to automatycznie jest to coś kryminalnego. Uważam, że nie tylko korporacje i rządy mają prawo do prywatności i tajności.
Niedawne rewelacje dotyczące więzień CIA na Litwie potwierdzają, że służby specjalne tworzą swego rodzaju gabinet cieni i "rządy równoległe". O ile tajność w tematach wywiadu i bezpieczeństwa narodowego jest zrozumiała, to jednak są pewne granice, jakich państwa nazywające siebie demokratycznymi nie powinny przekraczać.
Podtrzymuję w szczególności wpisy o wirusach jako komunikatorach między komórkami oraz o epigenetyce. Ostatnio pojawiły się pomysły, aby zaprząc wirusy do walki z rakiem, a coś takiego jak bakteriofagii, czyli wirusy zwalczające bakterie, znane są od około 100 lat. Epigenetyka wydaje się być bardzo obiecującym polem badań i gdybym miał teraz możliwość ponownie pójść na studia, to pewnie właśnie ten temat bym wybrał.
I to w zasadzie tyle. Wszystkim, którzy czytają ten wpis dziękuję, że dotrwali ze mną do tego momentu. Była to bardzo ciekawa przygoda, ale teraz zaczyna się inna. Czerwoną pigułkę zostawiam jeszcze przez jakiś czas, a osoby chętne mogą się ze mną kontaktować prywatnie przez konto na gmailu, które też zapewne niedługo zniknie. Świat i życie potoczy się dalej.
Na zakończenie osobom anglojęzycznym polecam gorąco kilka interesujących źródeł. Po pierwsze,
Uniwersytet w Berkeley udostępnia darmowo część swoich wykładów. Są tam między innymi takie perełki jak "Introduction to Human Nutrition", "Drugs and Behavior", "Psychology of Dreams" (jest tam też o świadomym śnieniu), tudzież sporo wykładów z fizyki, chemii i biologii.
Zachęcam też do posłuchania dość zwięzłych i często wyczerpujących podcastów Briana Dunninga pt.
Skeptoid oraz zgryźliwych, aczkolwiek często równie wyczerpujących
Quackcastów Marka Crislipa. Jeśli ktoś ma więcej czasu i zacięcie naukowe, warto sięgnąć po
This Week in Science, albo do
Science Based Medicine, tudzież
Skeptic's Guide to the Universe. Oczywiście nie należy wszystkiego przyjmować bezkrytycznie, niektórzy autorzy na Science Based Medicine wyglądają, jakby mieli jakąś osobistą krucjatę do poprowadzenia, ale warto poczytać i posłuchać, żeby wyrobić sobie własne zdanie i odpocząć czasem od spisków i nieustannego drżenia o własną skórę.
Ktoś pytał, czy mi nie żal - trochę tak. Stworzyło się tutaj dość ciekawe forum. Żal się rozstawać. Tym niemniej jak widać dyspensor jest już w zupełnie innym miejscu w życiu. Jeśli ktoś z Was czuje się tym zawiedziony - przykro mi. Dziękuję za to, że towarzyszyliście mi przez czas pisania tego bloga. Życzę Wam w nowej dekadzie wszystkiego najlepszego, przede wszystkim zdrowia, a także jak najwięcej wolności, świadomości oraz spokoju ducha.
pozdrawiam
dyspensor